DOZ treningi okiem biegaczki

Miesiąc przygotowań do wiosennego maratonu i biegu na „dychę” już za nami. Przyznaję, że nie na wszystkie zajęcia udało mi się dotrzeć, ale za każdym razem biłam się w piersi,  żałowałam straty i starałam się ją odrobić. Bo w mojej ocenie takie treningi DOZ to niesamowicie pożyteczna i fajna sprawa.

Z reguły każdy z nas biega sam, dostosowuje treningi do swojego kalendarza zajęć. Logiczne. Ja również tak robię, ale…. czy to wystarczy? Mamy przecież ambitne plany.  Ktoś chce przebiec szybciej maraton, ktoś chce w ogóle przebiec maraton, inny „dychę” a jeszcze inny 5km. Wszystkie te cele są piękne i godne naśladowania. Wszystko, co jest związane z bieganiem jest ekstra. Jednak, pomimo że każdy orientuje się w temacie, czyta gazetki, książki, strony o bieganiu, rozmawia z innymi biegaczami, to i tak niewiele robi ponad klepanie kilometrów. Na tym zwykle się kończy. No bo czy ktoś przykłada wagę do porządnej rozgrzewki? Tak z ręką na sercu PORZĄDNEJ? Ja osobiście „odbębniam” rozgrzewkę w 5 minut niezależnie od ilości kilometrów jaki planuję przebiec. BAAARDZO ŹLE. Na treningach DOZ nie da się odbębnić rozgrzewki.  Justyna, nasza bardzo profesjonalna trenerka, nie pozwoli na to. I właśnie na tym to polega, o to właśnie chodzi. Będąc w grupie pod pewnym „nadzorem” nie ma takiej sytuacji, aby robić coś innego lub nic, chociaż wcale nie jest to zabronione.. .no dobra są takie sytuacje, ale rzadko :). Dodatkowy pożytek z takiego podejścia do rozgrzewki? Wyrabiamy pewien nawyk. Przynajmniej u mnie tak to działa. Nawet przygotowując się do biegu w samotności, zaczynam robić ćwiczenia zgodnie z zaleceniami Justyny, … i chwała jej za to. Ale przecież nie tylko rozgrzewkę robimy na treningach. Przerabiamy cały plan treningowy. W moim mniemaniu bardzo profesjonalny, przypuszczam, że nie tylko w moim.

W środy mamy treningi bardziej ogólnorozwojowe, wzmacniające siłę. Robimy skipy, podbiegi, interwały. Jednocześnie trenerka obserwuje sposób poruszania się każdego z nas, aby wyłapać błędy. Sami nie widzimy, co robimy źle, musi to zrobić z boku, ktoś, kto się na tym zna. A potem doradzi jak to poprawić, aby lepiej i szybciej biegać. Takie przypominanie o tym żeby np. wyprostować się, wyżej podnosić kolana, czy też równo pracować rękami też wyrabia pożyteczne nawyki. I to jest recepta na sukces 🙂 W niedzielę robimy dłuższe wybiegania, w zależności od stopnia zaawansowania biegamy tyle ile możemy. Łączymy się w mniejsze grupki. Powszechnie wiadomo, że bieganie w grupie mobilizuje do lepszego wysiłku. Poza tym jest wesoło i optymistycznie, ale jak się chce to może ponarzekać, zawsze znajdzie się kogoś, kto może mieć podobne problemy z kolanami, stopami, piszczelami … 🙂

Generalnie treningi DOZ polecam każdemu choć trochę biegającemu. Nawet jeśli w „ostatecznej ostateczności” nie wystartujemy w maratonie to wiele się nauczymy i zafundujemy naszemu organizmowi porządną dawkę ENDORFINY (w podwójnym znaczeniu tego słowa).

A dla tych, którzy jeszcze do nas nie dołączyli przypominam, że w niedzielę spotykamy się o godz. 9.00 na stacji Orlen przy wyjeździe z Piotrkowa w kierunku Sulejowa. W środy godz. 18.30 w Parku Belzackim .