Święto biegania nad Nekarem

W niemieckim landzie Badenia – Winterbergia leży malowniczo położone miasto Heilbronn, kiedyś wolne miasto nad Nekarem, leżące w górnej Frankonii. Miasto położone jest w dolinie rzeki Nekar otoczone niezliczonymi plantacjami winorośli, z których wytwarza się znakomite wina.

Jak co roku na początku maja do Heilbronn zjeżdżają pasjonaci biegania, którzy biorą udział w Heilbronner Trollinger-Marathon. W tym roku odbyła się już 14 edycja tych zawodów a na biegaczy czekały do wyboru dwie trasy: maratońska i półmaratońska. Bardzo dużym powodzeniem cieszył się dystans 21,097 km, który ukończyło 5828 zawodników, wśród nich na 264 pozycji finiszował zawodnik Piotrkowskiego Klubu Biegacza „Endorfina” Daniel Koczwarski z czasem 1h 34 min 09 s.

Dzień przed startem w centrum miasta odbył się festyn a to tylko wstęp do dalszych atrakcji, jakie miały czekać na biegaczy w dniu następnym. Dzień zawodów rozpoczął się pod znakiem mgły i opadów deszczu jednak to nie przeszkodziło, aby od samego rana na zawodników czekało miasteczko maratońskie na Frankenstadion i jego okolicy. Punktualnie o 8:45 kilkuset śmiałków zmierzyło się z dystansem 42,195 km. Następnie o 10:20 starter wystartował pierwszych zawodników w Halbmarathonie.

Pierwsze kilometry wiodły przez uliczki Heibronn i nie zapowiadałyby trasa była szczególnie trudna. Niestety już od 8 kilometra, gdy trasa przebiegała przez miejscowość Flein zaczął się mocny podbieg jednak to był tylko przedsmak kolejnego wzniesienia przed miejscowością Talheim gdzie trzeba było wbiec na bardzo strome wzniesienie biegnące wzdłuż plantacji winorośli. Zawodnikom przez cały czas od startu mocno dopingowali kibice oraz kilka orkiestr i grup bębniarzy. W wielu miejscach mieszkańcy wynosili miski z wodą by schłodzić zawodników lub częstowali strudzonych zawodników regionalnym winem, co sprawiło, że aż chciało się biec dla tej rzeszy rozradowanych ludzi, którym nie przeszkadzał nawet padający deszcz. Po zbiegnięciu do Telheim trasa trochę złagodniała i był czas by się trochę zregenerować na dalszą część dystansu. Na cztery kilometry przed końcem trasa biegu znów wiodła ulicami Heilbronn i czym bliżej mety tym głośniejszy doping kibiców i orkiestr. Ostatnie metry to podbieg na wiadukt prowadzący prosto w kierunku stadionu, na którym umiejscowiona była meta. Na wszystkich strudzonych zawodników na mecie czekał oczywiście medal i piwo (oczywiście bezalkoholowe). W miasteczku maratońskim można było się zregenerować poddając profesjonalnemu masażowi lub po prostu usiąść i coś zjeść lub napić.

Reasumując pomimo ponad 12 godzin spędzonych w autokarze by dojechać na zawody warto było wziąć udział w Heilbronner Trollinger-Marathon, ze względu na niespotykaną na polskich biegach gościnność i życzliwość mieszkańców ulic i miejscowości, przez, które przebiegała trasa biegu. Już nie mogę się doczekać przyszłorocznej edycji, na którą z pewnością też się wybiorę.

Daniel Koczwarski