Recenzja książki „Ostatni maraton”

Ostatnio rozmawiając z kolegą biegaczem-miłośnikiem dobrej książki usłyszałem, że książki o czytaniu najczęściej są nudne. Cóż, biorąc pod uwagę Harukiego Murakamiego czy Beatę Sadowską trudno się z tym zgodzić. Jednak są też książki będące potwierdzeniem tej tezy. Po prostu nie każdy biegacz jest dobrym pisarzem i odwrotnie. Niestety książka Piotra Kuryło pod tytułem „Ostatni maraton” należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

Wyczyn Pana Piotra, obiegnięcie kuli ziemskiej w rok jest oczywiście niesamowitym osiągnięciem, czapki z głów i pełen szacunek. Idea biegu oczywiście szlachetna – bieg dla pokoju, jednak podejście do sprawy bardzo dziecinne, naiwne, aż nie przystoi dorosłemu człowiekowi (autor uważał, że jego bieg sprawi, że światowi decydenci zastanowią się nad okropieństwami wojen i być może zaprzestaną ich wszczynania).

Niestety relacja z tej wyprawy, wydana w formie książki jest totalnym nieporozumieniem. Opowieść jest nijaka, nie ma się żadnego odczucia, że czyta się o czymś wybitnym, o niewyobrażalnym wysiłku, a jednocześnie niesamowitej przygodzie. Nic z tych rzeczy, odczucia są raczej bliższe czytaniu depeszy, to znaczy: byłem tu i tu <stop> widziałem to i to <stop> odczułem to i to <stop> … i wisienka na torcie, w tym dniu rozmyślałem o pokoju na świecie… słabiutko. Niestety opowieść nie pociąga w żadnym momencie, czytając cieszyłem się, że książka jest krótka, ze zdjęciami (niezbyt pomysłowymi) i zbliżam się ku końcowi. W książce jest całe mnóstwo nawiązań religijnych, także do mediów religijnych (jak wpis: u Pana X w USA cały dzień leci telewizja Trw.., po co to?), autor wspomina chyba o każdej świątyni w której był, a trzeba przyznać że odwiedził ich sporo, w książce umieszcza modlitwy przez siebie stworzone. Dla kontrastu w wydawnictwie nie ma żadnego opisu napotkanych pięknych widoków, sądzę że musiał widzieć nie jedno cudo natury zasługujące na opis.

Nie zrozumcie mnie źle, to że Pan Piotr jest osobą wierzącą, a wiara ta mu pomagała nie przeszkadza mi. Mam wrażenie, że ta religia jest wciskana czytelnikowi na siłę, zupełnie nie rozumiem po co.

Mógłbym jeszcze wspomnieć o opisie dialogów, w tym po „angielskiemu”… masakra, jednak by więcej nie pastwić się nad autorem wrzucę jeszcze cytaty i na tym zakończę:

O człowieku, który jeździł na długie wyprawy rowerowe:

„Szkoda tylko, że nie zauważył przy tym [szykowaniu się do kolejnej wyprawy – przyp. red.], jak bardzo potrzebuje go jego rodzina. Jego córka i syn na pewno by woleli, żeby ojciec był z nimi blisko”.

O swoim biegu:

„Podobno informację o Biegu dla Pokoju podano też w … TVP1. Ucieszyłem się, że ktoś dostrzega mój wysiłek. Może ludzie zastanowią się i dojdą do wniosku, że prowadzenie wojen niesie ze sobą samo zło”.

Wyczyn wybitny, książka bardzo słaba. Nie polecam.